No więc najpierw może powiedzmy o co chodzi. Chodzi mianowicie o to, że (jak wiecie z poprzednich postów) od niedawna oglądam "Doctora Who". Zaczęłam oglądać od sezonu 5, czyli od momentu gdy pojawia się nowy aktor grający doktora, oraz nowe postacie. Głównym bohaterem jest z pewnością sam Pan Czasu, ale również jego towarzysze: Amy i Rory. Trochę dalszą rolę (ponieważ nie występuje we wszystkich odcinkach), ale również bardzo ważną pełni River. I to ona jest osobą, którą polubiłam "bardziej niż bardzo" ;). Na samym początku, to Amy pełniła funkcję "ulubionej". Gdy zobaczyłam River pierwszy raz, moja podświadomość mówiła mi, że polubię ją. I faktycznie lubiłam ją, a od dwóch ostatnich odcinków sezonu 5 wręcz zaczęłam ją uwielbiać. Alex Kingston naprawdę cudownie gra swoją postać. River jest kobietą silną, inteligentną i co więcej, okazuje się żoną doktora, co dla mnie jest trochę magiczne :) Charakterystyczne dla niej słowa to: "Spoilers" i "Hello Sweetie", którego zawsze używa w stosunku do doctora. Ja, czytając to, automatycznie słyszę już jej głos ;)
Kwestia czasu w doktorze Who, a właściwie "stref czasowych" pomiędzy tym dwojgiem na początku wydaje się prosta, ale gdy wnikamy głębiej w warstwę tych wszystkich zawiłych informacji, musimy się dużo napracować, żeby ogarnąć logikę Stevena Moffata (scenarzysty, również twórcy serialu "Sherlock"). Najprostszym wyjaśnieniem ich drogi czasowej to to, że River żyje "odwrotnie do czasu" niż doktor. Oznacza to, że przyszłość Doktora, jest przeszłością River.
Pierwszy odcinek, w którym Alex Kingston zagrała swoją rolę, był jeszcze w 4 sezonie. Spotkała się z doktorem i pomimo, że ona wiedziała o nim wszystko, była jego żoną itd. on jej jeszcze w ogóle nie poznał. I zdecydowanie było to smutne. Profesor Song (jak ją także nazywają) umiera również w tym odcinku ratując doktora, a on zapisuje "jej duszę" w bibliotece. Ponieważ jednak River ma inny czas niż doktor, spotykamy ją w kolejnych odcinkach.
Jednak najbardziej wzruszającym dla mnie odcinkiem był ostatni odcinek 7 sezonu, czyli ostatni odcinek jaki został do tej pory nakręcony. Płakałam przez niego bez ustanku prawie 2h, jako, że River to moja ukochana bohaterka ;)
Zdaję sobie sprawę, że dla tych którzy nie znają "Doctora Who" tekst ten wydać się może trochę niezrozumiały, więc najlepszym rozwiązaniem jest po prostu obejrzenie go ;)
Matt Smith- Doctor Who XI
Alex Kingston- River Song
Karen Gillan- Amelia Pond
Arthur Darvill- Rory Williams



.jpg)
Z tego opisu trochę nic nie zrozumiałam. x'D Jeśli się za to zabiorę, to okaże się chyba dla mnie zbyt skomplikowane, no ale może kiedyś obejrzę. ^^
OdpowiedzUsuńHELLO SWEETY!
<: