piątek, 30 sierpnia 2013

Wrzesień

 No i po wakacjach. Co jest naprawdę strasznie irytujące, to to, że te upłynęły mi chyba najszybciej ze wszystkich. Dosłownie w mgnieniu oka. Moja niechęć do powrotu do szkoły jest chyba równa wielkości wszechświata. Niestety nic się nie da z tym zrobić. Jedynym punktem, jaki lubię, gdy zbliża się początek szkoły, jest kupowanie zeszytów i wszystkich tych przedmiotów. Mogłabym siedzieć w sklepach godzinami, zastanawiając się nad tym, który zeszyt jest ładniejszy. Ogólne założenie na początek roku jest następujące: trzeba kupić jak najfajniejesze zeszyty, aby potem skrupulatnie i ładnie notować w nich, by potem równie skrupulatnie się z nich uczyć. Z czego wynika, że połową sukcesu w nauce są fajne zeszyty. Gdyby rzeczywiście tak było, być może nie miałabym takich oporów co do powrotu do szkoły.
 Chwilowo, nie widzę praktycznie żadnych pozytywów związanych z 2 września. Z chęcią przedłużyłabym te wakacje o chociaż tydzień. No, ale trudno. Znów pojawi się stres przed klasówkami, miliony zadań domowych i pękająca od nadmiaru informacji głowa. Chyba przeżyję, zawsze mi się udawało. Z tym że w tym roku, chce naprawdę zacząć się uczyć. Każdego roku mówię to samo. ale mam nadzieję, że teraz się uda.
 Życzę miłych pozostałych dni wakacji, no i teraz byle do świąt!

piątek, 2 sierpnia 2013

River Song/ Spoilers

 Uprzedzam, że ten post może być chaotyczny i pełen zdań w stylu "ona jest cudowna" itd.
No więc najpierw może powiedzmy o co chodzi. Chodzi mianowicie o to, że (jak wiecie z poprzednich postów) od niedawna oglądam "Doctora Who". Zaczęłam oglądać od sezonu 5, czyli od momentu gdy pojawia się nowy aktor grający doktora, oraz nowe postacie. Głównym bohaterem jest z pewnością sam Pan Czasu, ale również jego towarzysze: Amy i Rory. Trochę dalszą rolę (ponieważ nie występuje we wszystkich odcinkach), ale również bardzo ważną pełni River. I to ona jest osobą, którą polubiłam "bardziej niż bardzo" ;). Na samym początku, to Amy pełniła funkcję "ulubionej". Gdy zobaczyłam River pierwszy raz, moja podświadomość mówiła mi, że polubię ją. I faktycznie lubiłam ją, a od dwóch ostatnich odcinków sezonu 5 wręcz zaczęłam ją uwielbiać. Alex Kingston naprawdę cudownie gra swoją postać. River jest kobietą silną, inteligentną i co więcej, okazuje się żoną doktora, co dla mnie jest trochę magiczne :) Charakterystyczne dla niej słowa to: "Spoilers" i "Hello Sweetie", którego zawsze używa w stosunku do doctora. Ja, czytając to, automatycznie słyszę już jej głos ;)
 Kwestia czasu w doktorze Who, a właściwie "stref czasowych" pomiędzy tym dwojgiem na początku wydaje się prosta, ale gdy wnikamy głębiej w warstwę tych wszystkich zawiłych informacji, musimy się dużo napracować, żeby ogarnąć logikę Stevena Moffata (scenarzysty, również twórcy serialu "Sherlock"). Najprostszym wyjaśnieniem ich drogi czasowej to to, że River żyje "odwrotnie do czasu" niż doktor. Oznacza to, że przyszłość Doktora, jest przeszłością River.
 Pierwszy odcinek, w którym Alex Kingston zagrała swoją rolę, był jeszcze w 4 sezonie. Spotkała się z doktorem i pomimo, że ona wiedziała o nim wszystko, była jego żoną itd. on jej jeszcze w ogóle nie poznał. I zdecydowanie było to smutne. Profesor Song (jak ją także nazywają) umiera również w tym odcinku ratując doktora, a on zapisuje "jej duszę" w bibliotece. Ponieważ jednak River ma inny czas niż doktor, spotykamy ją w kolejnych odcinkach.
 Jednak najbardziej wzruszającym dla mnie odcinkiem był ostatni odcinek 7 sezonu, czyli ostatni odcinek jaki został do tej pory nakręcony. Płakałam przez niego bez ustanku prawie 2h, jako, że River to moja ukochana bohaterka ;)
 Zdaję sobie sprawę, że dla tych którzy nie znają "Doctora Who" tekst ten wydać się może trochę niezrozumiały, więc najlepszym rozwiązaniem jest po prostu obejrzenie go ;)


 Matt Smith- Doctor Who XI

Alex Kingston- River Song

 Karen Gillan- Amelia Pond

 Arthur Darvill- Rory Williams

czwartek, 25 lipca 2013

Znów w domu

Wróciłam od koleżanki, spędziłam tam... dość dużo czasu bo aż tydzień ;) biwakowanie jest cudowne, nawet dla kogoś takiego jak ja, czyli osoby nienawidzącej wszystkiego co jest małe i się rusza, a w szczególności mrówek. Co jest trochę irytujące to to, że noce są lodowate a rano można się dosłownie udusić. Dlatego też nigdy nie wstawałyśmy później niż o 9 bo nie szło wytrzymać.
 Teraz w planach mam jednodniowy spływ kajakowy w niedzielę i mam nadzieję, że się nie utopię ;) Następnie wyjazd do cioci, ale to tylko kilka dni i w okolicy Poznania. W planach także pójście na Iluzję do kina i mam nadzieję, że to wypali.
 Ostatnio moim małym hobby stało się przeglądanie statystyk ;) To zadziwiające jak dużo ludzi z innych krajów może wchodzić przypadkowo lub być może nieprzypadkowo na bloga. Największą popularność ma chyba w Rosji i Stanach Zjednoczonych xD oczywiście raczej nie sądzę, że jest czytany faktycznie przez te osoby, ale zawsze miło popatrzeć ;)
 Jak już niedawno pisałam, zamierzam zacząć się uczyć i poczyniłam co do tego pierwszy krok, a mianowicie uporządkowałam książki :D na razie nie wiele, ale zawsze coś.
 Dziś jakoś naszło mnie na przeglądanie arkuszy dotyczących rekrutacji do liceów. Na razie brałam pod uwagę tylko dwa, 1 LO w Poznaniu, czyli Marcinka do którego aktualnie chodzę oraz dwójkę.
Jestem na razie strasznie zainteresowana klasą o profilu prawniczym, czyli coś w stylu humana + lekcja o prawie. Bardzo możliwe jednak, że kiedyś mi to minie ;) Na razie w sumie nie mam pojęcia kim chce zostać z zawodu. Owszem teraz twierdzę, że najbardziej interesujące mnie zawody to aktor i prawnik, ale zawsze dochodzę do wniosku, że się do tego nie nadaję. To jest zdecydowanie przygnębiające.
No ale cóż. Czas pokaże :)


poniedziałek, 15 lipca 2013

Doctor Who

 Zmienił się wygląd bloga ;) a dokładniej to tło. Z nudnego zielonego przeszło w ciemnoniebieskie z motywem TARDIS z Doctora Who. Powody tej zmiany są dwa.
Po pierwsze: ZDECYDOWANIE znudził mi się ten zielony, wręcz można powiedzieć nie mogłam wytrzymać patrząc na niego, dlatego zdecydowałam się na inne tło.
Po drugie: Jako, że od niedawna wciągnęłam się w ten serial wybrałam właśnie taką tapetę ;) Co prawda nadal wolę Sherlocka, którego dosłownie ubóstwiam, ale skoro jego tło jest zamieszczone na moim tumblrze zdecydowałam się na małą odmianę :)

 Doctor Who... zdecydowanie polecam serial ;) Co prawda jestem dopiero po obejrzeniu półtora sezonu, i to praktycznie od środka gdyż jest to połówka 5 i cały 6, ale zdecydowanie jest to jeden z najlepszych seriali :) Na razie jestem przyzwyczajona tylko do jednego doktora, więc mam zamiar najpierw wykończyć wszystkie sezony z tym właśnie aktorem, no ale kiedyś nadejdzie czas na obejrzenie całej serii. 
 Co do seriali, oprócz Sherlocka i Doctora Who, jestem fanką polskiej produkcji "Prawo Agaty" i teraz czekam do września na 4 sezon. Równie niecierpliwie wyczekuje 3 sezonu Sherlocka, ale ten niestety pojawi się trochę później. Miałam w planach zaczęcie oglądania Gry o Tron, ale nie wiem czy to dojdzie do skutku. Kiedyś przecież trzeba wdrożyć ambitny pomysł co do nauki w wakacje :) 




niedziela, 14 lipca 2013

Next :)

Powróciłam :) Wyjazd doskonały :D Pomieściłyśmy się w namiocie bez problemu, gdyż, wbrew moim przypuszczeniom, był 3 osobowy a nie 2 :) Pomimo tego, że lubię deszcz mam pewne zastrzeżenia co do pogody. Owszem deszczu nie zabrakło i chyba jednak to okazało się problemem, a właściwie fakt, że było najzwyczajniej zimno. I nie byłabym aż tak zła, gdyby nie to, że deszcz nie chciał się przekształcić w jakąś fajną burzę. Tylko był, lekko mżył, ewentualnie od czasu do czasu trochę mocniej popadał dziwnym trafem prawie zawsze wtedy, gdy wracałyśmy ze sklepu. Niebo szare prawie przez cały czas rozjaśniło się dopiero dzisiaj, przepuszczając promienie słoneczne, i zagotowywując nasze osoby śpiące w namiocie w bluzach i długich spodniach, w które ubrałyśmy się gdy zorientowałyśmy się, że w nocy temperatura wynosi 12 stopni. Paradoksalnie, było nam całkiem ciepło. Zabawny to jest fakt, iż zimą gdy jest 12 stopni chodzimy w puchowych kurtkach i czasami trzęsiemy się z zimna, a latem, zaledwie w lekkich bluzach chodzimy po dworze, a co więcej zasypiamy tam. Oczywiście, namiot z trzema osobami w środku całkiem szybko się ogrzewa, więc gdyby tak o tym pomyśleć, spałyśmy w co najmniej 16 stopniach.
 Największym zaskoczeniem odnośnie pogody była sytuacja gdy byłyśmy w sklepie. Wchodząc do niego świeciło słońce, minutę później padał deszcz, który praktycznie doszczętnie nas przemoczył w drodze powrotnej.
 Po za warunkami atmosferycznymi, wyjazd był cudowny :D śmiałyśmy się prawie przez cały czas, no i cóż, czułyśmy wakacje :) Pojutrze być może kolejna podróż z serii "biwakujemy w ogródku", tym razem jednak u jednej z moich przyjaciółek :)



środa, 10 lipca 2013

Działka, działka, działka :)

Teraz może trochę krócej. Aktualnie siedzę przy laptopie i patrzę za okno gdzie widzę (i słyszę) deszcz. Obok mnie walają się siatki, plecaki i różne inne rzeczy w które jestem spakowana. Mimo iż działka leży niedaleko od mojego domu, mam więcej bagażu niż gdybym jechała na tydzień w góry ;) To, że pada wybitnie mi nie przeszkadza. Jutro padać ma również i to także nie rujnuje mojej wspaniałej perspektywy jeżeli chodzi o dni pod namiotem. Głównym powodem tego, może się wydawać, dziwnego szczęścia jest fakt, że przebywanie pod namiotem podczas gdy krople deszczu uderzają o błękitny materiał jest praktycznie jedną z najprzyjemniejszych rzeczy. Wtedy nie jest ani za gorąco, ani duszno, co trzeba przyznać dość często towarzyszy namiotom rozstawionym w lecie.
 Tak więc w pełni szczęśliwa udaję się teraz na działkę, aby cieszyć się wakacjami :)



poniedziałek, 8 lipca 2013

No i nadszedł lipiec :)

Jak już mówiłam wcześniej, nie ma zbyt wielu osób dla których mogłabym pisać bloga, gdyż mam tylko jednego, aczkolwiek bardzo wiernego, obserwatora ;). Dlatego też przez dłuższy czas myślałam, że pisanie tutaj nie ma sensu. Ostatnio odkryłam jednak, jak fajnie jest czytać notki napisane kiedyśtam i przypominać sobie te wydarzenia. Coś w rodzaju pamiętnika, który dość regularnie prowadziłam tylko w 2 klasie podstawówki. Tak więc zamierzam pisać, chociażby tylko dla własnej satysfakcji. Oczywiście nie zmienia to faktu, że jeżeli wejdziesz na tą stronę, będę szczęśliwa gdy zostawisz komentarz lub, co lepsze, zostaniesz obserwatorem. No, ale dość już wstępu. Nadszedł czas na prawdziwą treść posta zatytułowanego "No i nadszedł lipiec"  :)

 Wakacje, jak każdy zapewne wie, rozpoczęły się dnia 28 czerwca. Moje, jako iż chodzę do gimnazjum łączonego z liceum, już 27 czerwca o 17:00. A tak właściwie o tej godzinie, zaczęło się rozpoczęcie zakończenia roku szkolnego, bo owa uroczystość zakończyła się dopiero koło 20. Muszę przyznać, że było to chyba najmniej wesołe zakończenie roku. Nie odczuwałam z niego prawie żadnej radości, cały czas byłam przekonana o tym, iż bardzo chętnie pochodziłabym jeszcze trochę do szkoły. Może to dlatego, że jedna z moich ulubionych nauczycielek odchodzi na urlop zdrowotny, skutkiem czego ostatnią klasę gimnazjum spędzę bez radosnych i cudownych lekcji wf-u. Oczywiście, nasza nauczycielka została pożegnana bardzo wylewnie, a także dostała tort, po który kilka godzin wcześniej biegałam do cukierni. Pożegnanie było krótkie, ale bardzo wzruszające. Nasze głowy już od kilku tygodni zadręczały się tym , jak to będzie z nową nauczycielką. Na szczęście wakacje trochę osłabiły smutek towarzyszący nam od 17:00. Przecież każdy, prędzej czy później zacznie się z nich cieszyć. Zaczątki tej radości wynikającej z 2 miesięcy wolnego zaczęły kiełkować w moim sercu, gdy poszłam na lody z moją przyjaciółką :) Mcdonald może nie jest zbytnio wyszukanym miejscem, ale lody, przynajmniej wg mnie, ma przepyszne (a zwłaszcza te z polewą czekoladową). Człowiekiem zupełnie uświadomionym co do faktu, że naprawdę mam już wolne, zostałam w sobotę, gdy wychodziłam z kina z przeświadczeniem, że mam teraz zapewne dużo do roboty. Zajęło mi kilka minut przyswojenie informacji, że nie muszę już odrabiać żadnych lekcji :)
 Teraz jest lipiec i muszę przyznać, że całkiem dobrze mi z wakacjami. Leżenie w łóżku, czasami nawet do 13, być może nie jest zbyt pochwalanym sposobem ich spędzania, ale muszę odpocząć za te wszystkie poranki, w które musiałam podnosić się z łóżka o 5:30. Perspektywa wyjazdu pod namiot z 2 moimi przyjaciółkami też jest kusząca. Dobrze, sprostujmy. Nie do końca jest to wyjazd pod namiot o jakim każdy myśli. Las, może camping nad morzem. Otóż nie. Jedziemy na działkę moich dziadków, leżącej... no, nie więcej niż 15 km od mojego domu. I będziemy "namiotować" w ogródku przed domem. Takie biwakowanie ma swoje plusy :). Można uznać, że jest już to taka mała tradycja, gdyż wyjazd odbywa się 3 raz z rzędu, zawsze jest organizowany w lipcu :).
 Na temat dalszych planów wiem niewiele, nic po za fakt, ze 11 sierpnia wyjeżdżam po raz 7 (może 8) do Jastarni, na co najmniej 2 tyg.
Jeszcze mała informacja odnośnie warunków pogodowych, gdyby ktoś cały ten czas spędził w pokoju z zasuniętymi roletami. Lipiec jest miesiącem zwykle bardzo gorącym i właśnie to odczuliśmy podczas tych 8 dni. W tym roku jednak chyba nie przebił rekordowych temperatur czerwca, w których człowiek dosłownie się topił.
 Czasami za oknami widać deszcz, który jest jednak przyjemną odmianą, oczyszczającą powietrze z dusznych i gorących oparów unoszących się w nim.

Ten post był... cóż, dłuższy niż pozostałe. Wręcz można powiedzieć dużo dłuższy. Jakoś tak wena mnie naszła. Teraz tylko problem z tym, że nawet jeżeli przypadkowo ktoś trafi na tę stronę, może mu się nie chcieć czytać tylu linijek tekstu. No, ale trudno. Co się napisało, to się nie odpisze ;)