Wakacje, jak każdy zapewne wie, rozpoczęły się dnia 28 czerwca. Moje, jako iż chodzę do gimnazjum łączonego z liceum, już 27 czerwca o 17:00. A tak właściwie o tej godzinie, zaczęło się rozpoczęcie zakończenia roku szkolnego, bo owa uroczystość zakończyła się dopiero koło 20. Muszę przyznać, że było to chyba najmniej wesołe zakończenie roku. Nie odczuwałam z niego prawie żadnej radości, cały czas byłam przekonana o tym, iż bardzo chętnie pochodziłabym jeszcze trochę do szkoły. Może to dlatego, że jedna z moich ulubionych nauczycielek odchodzi na urlop zdrowotny, skutkiem czego ostatnią klasę gimnazjum spędzę bez radosnych i cudownych lekcji wf-u. Oczywiście, nasza nauczycielka została pożegnana bardzo wylewnie, a także dostała tort, po który kilka godzin wcześniej biegałam do cukierni. Pożegnanie było krótkie, ale bardzo wzruszające. Nasze głowy już od kilku tygodni zadręczały się tym , jak to będzie z nową nauczycielką. Na szczęście wakacje trochę osłabiły smutek towarzyszący nam od 17:00. Przecież każdy, prędzej czy później zacznie się z nich cieszyć. Zaczątki tej radości wynikającej z 2 miesięcy wolnego zaczęły kiełkować w moim sercu, gdy poszłam na lody z moją przyjaciółką :) Mcdonald może nie jest zbytnio wyszukanym miejscem, ale lody, przynajmniej wg mnie, ma przepyszne (a zwłaszcza te z polewą czekoladową). Człowiekiem zupełnie uświadomionym co do faktu, że naprawdę mam już wolne, zostałam w sobotę, gdy wychodziłam z kina z przeświadczeniem, że mam teraz zapewne dużo do roboty. Zajęło mi kilka minut przyswojenie informacji, że nie muszę już odrabiać żadnych lekcji :)
Teraz jest lipiec i muszę przyznać, że całkiem dobrze mi z wakacjami. Leżenie w łóżku, czasami nawet do 13, być może nie jest zbyt pochwalanym sposobem ich spędzania, ale muszę odpocząć za te wszystkie poranki, w które musiałam podnosić się z łóżka o 5:30. Perspektywa wyjazdu pod namiot z 2 moimi przyjaciółkami też jest kusząca. Dobrze, sprostujmy. Nie do końca jest to wyjazd pod namiot o jakim każdy myśli. Las, może camping nad morzem. Otóż nie. Jedziemy na działkę moich dziadków, leżącej... no, nie więcej niż 15 km od mojego domu. I będziemy "namiotować" w ogródku przed domem. Takie biwakowanie ma swoje plusy :). Można uznać, że jest już to taka mała tradycja, gdyż wyjazd odbywa się 3 raz z rzędu, zawsze jest organizowany w lipcu :).
Na temat dalszych planów wiem niewiele, nic po za fakt, ze 11 sierpnia wyjeżdżam po raz 7 (może 8) do Jastarni, na co najmniej 2 tyg.
Jeszcze mała informacja odnośnie warunków pogodowych, gdyby ktoś cały ten czas spędził w pokoju z zasuniętymi roletami. Lipiec jest miesiącem zwykle bardzo gorącym i właśnie to odczuliśmy podczas tych 8 dni. W tym roku jednak chyba nie przebił rekordowych temperatur czerwca, w których człowiek dosłownie się topił.
Czasami za oknami widać deszcz, który jest jednak przyjemną odmianą, oczyszczającą powietrze z dusznych i gorących oparów unoszących się w nim.
Ten post był... cóż, dłuższy niż pozostałe. Wręcz można powiedzieć dużo dłuższy. Jakoś tak wena mnie naszła. Teraz tylko problem z tym, że nawet jeżeli przypadkowo ktoś trafi na tę stronę, może mu się nie chcieć czytać tylu linijek tekstu. No, ale trudno. Co się napisało, to się nie odpisze ;)

"Jak już mówiłam wcześniej, nie ma zbyt wielu osób dla których mogłabym pisać bloga, gdyż mam tylko jednego, aczkolwiek bardzo wiernego, obserwatora ;)." - czuję się wyróżniona ^_^ dzięki! ^^
OdpowiedzUsuńTaa, Wakacje. Czujęę <D